sobota, 7 stycznia 2017

Koniec...

Witam
Na wstępie pragnę przeprosić za to, że znowu zamykam.
Nie żałuję, że otworzyłam Watahę...dzięki temu poznałam wielu wspaniałych ludzi ^_^
Jednak dochodzę do wniosku, że o ile moje blogi zawsze się świetnie rozrastają, sama nie mam pomysłu na swoje postacie i nie czerpię przyjemności z pisania opowiadań. Może po prostu nie mogę mieć własnego bloga?
Wataha Wyrzutków stanęła w miejscu. I pewnie tak już zostanie. Przepraszam za cały Wasz wkład włożony w tego bloga.

Jeśli ktoś szuka ciekawego bloga lub chce ze mną popisać, zapraszam tu ;)
http://inconsonant-link-in-our-world.blogspot.com/

Wasza Zrezygnowana Administratorka 

wtorek, 3 stycznia 2017

Od Timothy'ego CD Kitai

— Kobieto, czy tam wadero, ZDECYDUJ SIĘ WRESZCIE! — krzyknąłem, a gdy się już uspokoiłem, wciągnąłem gwałtownie powietrze i je wypuściłem. Działa, jestem spokojny.
— Zdecydowałam. Wyruszymy rano — powiedziała Kitai.
— Możemy teraz. Powiedz mi tylko gdzie lecieć, a wezmę cię na ręce i polecimy.
— Nie ufam ci.
— Powinnaś — prychnąłem. — No, w każdym razie tak byłoby szybciej, ale skoro chcesz...
Przez chwilę rozważała moją propozycję, aż w końcu pokiwała głową.
— Fantastycznie. Więc którędy? 
— Na północ.
— Wedle życzenia. Więc?— podałem jej łapę, którą ujęła. Objąłem ją w tali i wzbiłem się w powietrze.
~dwie godziny później~
Trzymałem w objęciach śpiącą Kitai, nadal trzymając kurs. Ale gdy trafiłem na rozwidlenie dróg, zatrzymałem się w pobliskiej jaskini. 
Położyłem Kitai pod ścianą, nie chcąc jej budzić.
Tak słodko spała. 
Usiadłem obok niej, odchylając łeb w tył. Było już dość ciemno, a w jaskini słychać było tylko nasze oddechy. Noc była spokojna.
Po chwili wadera otworzyła oczy, potem rozszerzyła je ze zdumienia, a ja lekko się uśmiechnąłem.
— Nie wiedziałem gdzie skręcić — wyjaśniłem.

[Kitai?]

Od Madness CD Azazela

— Chyba żartujesz — spojrzałam na niego z przerażeniem w oczach. Toż to okrucieństwo, jak on mógłby tak się zachować! Przecież ja bym wysiadła umysłowo!
A, fakt. 
Już to zrobiłam.
Rzuciłam się na mięsko ze zdwojoną siłą i swoimi ząbkami rozrywałam smaczne pożywienie. Przez chwilę trwaliśmy w ciszy, delektując się jedzeniem. Ogryzione kości wylądowały w krzakach.
— MOTYLEK! — wrzasnęłam, widząc tego owada, który miał takie uroczy niebieskie skrzydełka...
W podskokach ruszyłam za nim w pogoń. Gdy już go dorwałam to chwyciłam w zęby. Zadowolona z siebie, trzymając w żelaznym uścisku mojej szczęki Błękitka, bo tak go nazwałam. 
— Niedobra Madness — powiedział Azael — wypluj motylka.
Pokręciłam głową.
— Wypluj motylka — rozkazał z większym naciskiem.
Wyplułam Błękitka, całego mokrego od śliny.
Coś w oddali, za Azzym przyciągnęło mój wzrok.
— WODOSPAD! — wrzasnęłam i pobiegłam tam, po czym skoczyłam.

[Azael?]

sobota, 31 grudnia 2016

Szczęśliwego Nowego Roku!

Kolejny rok dobiegł końca. To już trzeci w mojej karierze blogerki grupowej. Nawet nie wiem, kiedy to tak szybciutko zleciało :3 Praca z Wami jest samą przyjemnością i, mimo że miewam chwile zwątpienia, zawsze wstaję i się nie poddaję. Szkoda, że Obóz nie dotrwał do zakończenia tego roku, ale cóż...nic nie jest wieczne...oprócz dobrych przyjaciół i pasji :)

Życzę Wam, aby nadchodzący rok był lepszy od poprzedniego, żebyście spełnili swoje marzenia i dążyli do nich z całego serca.
Pamiętajcie! Wszystko jest możliwe i nic nie dzieje się przypadkiem!

Chcę też podziękować za całą pracę włożoną w tego bloga, Wasze zaangażowanie i uwagę. Bez Was ten blog by nie istniał. 
Dziękuję zarówno tym osobom, które znam ledwo miesiąc, i tym, które znam ponad trzy lata. Wszyscy jesteście dla mnie bardzo ważni i traktuję Was jak moją małą (a może jednak trochę dużą) rodzinkę :3

Czerpcie z 2017 pełnymi garściami!

I oczywiście coroczny wierszyk :3(zawsze ten sam XD)

Szampana piccolo,
Brokatu na czoło,
Uśmiechu na twarzy,
Szampańskiej zabawy,
Życzeń serdecznych,
Wspomnień najlepszych
oraz braku kaca 
kiedy w Nowym Roku pamięć wraca …


Wasza Administratorka <3

piątek, 30 grudnia 2016

Od Azazela do Madness

Poczułem zapach dymu, a zaraz potem zobaczyłem jak czarne kłęby wznoszą się w niebo. Do kompletu doszły wrzaski ludzi. 
-Makosa, ty niedorozwoju... -mruknąłem widząc jak wadera ucieka przed rzuconą w nią pochodnią. -Chodź tu i się nie wydurniaj -dodałem, jednak te słowa usłyszały, oprócz mnie, trawa oraz drzewo, za którym się chowałem. 
Wychyliłem się zza pnia, żeby przyjrzeć się wyczynom Madness, która jak szalona skakała po płonących dachach. W zębach trzymała nasze śniadanie - niemal upieczonego już barana. Wściekli ludzie rzucali w nią kamieniami, a ona jakby nie dostrzegając zagrożenia, cała uśmiechnięta popisywała się swoimi umiejętnościami akrobatycznymi. Pośród dwunożnych znalazł się jednak jeden wojownik z łukiem. Nałożył strzałę i napiął cięciwę. Wycelował w Makosę szykującą się do skoku z walącego się domu, ale nim broń wystrzeliła moje kły zatopiły się w jego szyi. A miałem sobie dziś nie brudzić łap... Madness otrzymała okazję do zabawy: całkiem sama mogła upolować nam jedzenie, a w dodatku rozszarpać kilku ludzi. No, może jeszcze puścić wioskę z dymem, ale to szczegół. A mimo to musiałem się wtrącić. 
-Madness! Chodź, bo jestem głodny! -krzyknąłem do wadery, która już wbijała pazury w następnego człowieka. 
Szybko wycofałem się znowu w głąb lasu, by jakiś kamień rzucony przez wściekłych dwunożnych mnie nie trafił. Makosa natomiast słysząc mój krzyk przewróciła oczami, ale skierowała się w moją stronę, nadal nie puszczając swojej ofiary. Po krótkiej chwili już stała obok mnie i uśmiechnęła się szalenie. 
-Nie dałeś mi dokończyć zabawy... -warknęła z wyrzutem. 
W tym momencie obok nas przeleciała włócznia, więc zerwaliśmy się do ucieczki. Udało nam się zgubić pogoń, dlatego usiedliśmy na niewielkiej polance. Makosa położyła barana na ziemi i zaczęła jeść.
-Powinienem zostać twoim aniołem stróżem, co ty na to? -zaśmiałem się i nie czekając na odpowiedź też zabrałem się do jedzenia. 

[Makosa? Smacznego XD]

Od Loreen CD Timothy'ego

Zmarszczyłam brwi. Chyba dlatego nie wdaje się w niepotrzebne rozmowy, a tym bardziej w zadawanie jakichkolwiek pytań. Był irytujący, okropnie. Ale na głowie miałam ciekawsze zajęcie, niż rozmowa z tym idiotą. Żeby się nie zdziwił, jak ta słaba waderka będzie taszczyć martwego niedźwiedzia do jaskini. 
- Nie masz zbyt wielu znajomych, prawda? - przekrzywiłam lekko głowę w bok. Nie odezwał się. Czyżbym trafiła w sedno? Miło. Odwróciłam się napięcie i poleciałam w przypadkowy kierunek. Na szczęście sama, ten idiota za mną nawet nie ruszył. 
Długo latałam w kółko, aż nie postanowiłam wylecieć poza granice watahy. Wylądowałam w górach, tam u ich podnóża znalazłam owego miśka. Stał na dwóch łapach przy drzewie, które zaczął uderzać. Miał piękną sierść, idealną dla mojej jaskini i dla mego legowiska. Uśmiechnęłam się sama do siebie, po czym wylądowałam parę metrów od niego. Zauważył mnie i zaryczał. Nie miałam zamiaru z nim walczyć, użyłam wpierw pirokinezy. Ogień zapłonął wokół niego. Używają dominacji umysłowej nieco go omotałam. Ta moc działa na myślące osobniki, na tych głupszych działa otępiając, jak na owego przedstawiciela. Miałam wystarczająco dużo czasu, aby skoczyć na niego. Poleciałam nad ogniem, po czym wgryzłam się w jego szyje. Wydrapałam mu oczy. Ponownie użyłam dominacji, miałam więcej czasu, podczas którego zamroziłam jego serce, rozdzierając ciało w owym miejscu. 
Zaczęłam ciągnąć na plecach martwe zwierzę. Gdy doszłam do granicy, ponownie spotkałam tego idiotycznego wilka. Popatrzył się na mnie, a ja wykorzystałam kontakt wzrokowy.
- Ponieś to cielsko - „pchnęłam” go mocą. Chwilę stał tak osłupiały, ale dornu nie był. Zaraz pojawił się obok mnie i przejął to wielkie stworzenie, niosąc do mojej jaskini. Widać, że wilk jest głupi nie jest, skoro moc na niego tak dobrze podziała. Wręcz przeciwnie. 

<Timothy?>

Od Loreen CD Entora

Hm... Może i nie jestem jedynym takim idiotycznym wilkiem, którego bawią takie wpadki? Entor także się śmiał, a ja poczułam się lepiej, że nie robię tego sama. Zazwyczaj było tak, że to ja się śmieje z kogoś, a ten ktosiek od razu się obraża. Gdy było odwrotnie, że on się ze mnie śmieje, tez to robiłam. Najwyraźniej bez potrzeby, ale to było silniejsze ode mnie.
- Śmiejesz się, że prawie wypadłeś z urwiska? - zapytałam, a on wzrusza ramionami z uśmiechem. Powiedział coś po niemiecku, ale nie chciałam się pytać czy to „tak”, „nie” czy może „nie wiem”. Postaram się nie pytać o takie rzeczy, niech sobie gada po niemiecku. Co zrozumie, to odpowiem. Jak nic zrozumie, skinę głową jak teraz. Chociaż to było głupie, skoro i tak nie mógł tego zobaczyć.
- To znaczy nie – przestał się śmiać, teraz tylko się lekko uśmiechał. Oby częściej mi tak tłumaczył, jeśli rozmowa ma jakoś w miarę trwać. - To jak? Prowadzisz na to pole? - przekrzywiłam delikatnie łeb nieco zdziwiona, ale nie protestowałam. 
- Biegnij, zobaczymy, gdzie wylądujesz – stwierdziłam. „Tak czy siak cię złapię, po to mam skrzydła” pomyślałam, po czym ruszyłam jakby w pogoń za basiorem, który ruszył jako pierwszy. Dalej nie mam pojęcia jakim cudem wymija wszystkie drzewa. Instynkt? Być może. Szkoda tylko, że nawet wilki, które widzą mogą przywalić przypadkiem o drzewo, a takie ślepiec jak oni ani razu. No nieźle, chyba i ja zacznę praktykować ślepotę. 

<Entor? Dobiegniesz gdzieś, czy będziesz spadał? xd>

Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony